W naszym adwentowym oczekiwaniu, obok Maryi i proroka Izajasza, towarzyszy nam także św. Jan Chrzciciel. Postać niezwykła. I to nie tylko przez to, że pośród innych wyróżniał się swoim strojem i tym, czym się żywił. Nawet nie przez to, że miał odwagę wypominać błędy samemu Herodowi, a swoich słuchaczy nazywał plemieniem żmijowym. Nie to jest sednem jego niezwykłości.
Patrząc na postać Jana Chrzciciela trzeba zapytać o to, co takiego ten prorok miał w sobie, że tak wielu ludzi przychodziło, by go słuchać? Co takiego miał w sobie, że gromadził tak wielkie rzesze? Przecież on nie mówił łatwych słów. A mimo to ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem (Mt 3, 5). W czym więc tkwił sekret jego popularności?
Patrząc na postać Jana Chrzciciela trzeba zapytać o to, co takiego ten prorok miał w sobie, że tak wielu ludzi przychodziło, by go słuchać? Co takiego miał w sobie, że gromadził tak wielkie rzesze? Przecież on nie mówił łatwych słów. A mimo to ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem (Mt 3, 5). W czym więc tkwił sekret jego popularności?
Odpowiedź jest prosta. Jan był autentyczny. On nie udawał, nie grał, nie zakładał masek i nie próbował się nikomu przypodobać. Był wierny temu, w co wierzył, a dzięki swej wierze był dla innych czytelnym znakiem Bożej obecności. To wówczas ludzi fascynowało i pociągało. Właśnie to sprawiało, że ludzie go słuchali, że przyjmowali od niego chrzest.
Wczytując się w kolejne wersety opisujące życie i działalność Chrzciciela można powiedzieć, że przyjął i do końca wypełnił swoje życiowe powołanie, swoją misję. Jest jednak takie miejsce w Piśmie św., które każe nam zatrzymać się nad wiarą Jana. Oto w siódmym rozdziale swojej Ewangelii św. Łukasz mówi, że Jan posłał do Jezusa dwóch swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? (Łk 7, 19). Czyżby to pytanie zdradzało słabą wiarę Jana Chrzciciela? Czyżby szukał jakiegoś potwierdzenia? Nie koniecznie, choć jako człowiek miał pełne prawo, by pytać, wątpić i szukać.
Każdy z nas ma prawo wątpić. Każdy z nas – poszukując swojej życiowej misji i odczytując życiowe powołanie – ma prawo nieustannie stawiać pytania o rzeczy zasadnicze. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że Jan dobrze wiedział, gdzie szukać odpowiedzi. Posłał uczniów do samego Jezusa, bo wiedział, że Jezus może dać odpowiedź na każdą wątpliwość.
Warto dziś o tym pamiętać. W świecie, który daje łatwe rozwiązania i gotowe recepty na wszystko, trzeba nieustannie zwracać się do Jezusa ze swoimi wątpliwościami. On sam jest odpowiedzią na wszystkie nasze pytania. Pytać to jednak nie wszystko. Trzeba jeszcze zatroszczyć się o klimat, który będzie sprzyjał usłyszeniu odpowiedzi. Pan Jezus zawsze mówi w ciszy ludzkiego serca. Ktoś, kto ucieka przed ciszą, nigdy Go nie usłyszy. Warto więc – za przykładem Jana Chrzciciela – wyjść na pustynię swojej codzienności, by tam, w ciszy i skupieniu, otworzyć się bardziej na głos wołającego Chrystusa.
dk. Piotr Recki SchP
Wczytując się w kolejne wersety opisujące życie i działalność Chrzciciela można powiedzieć, że przyjął i do końca wypełnił swoje życiowe powołanie, swoją misję. Jest jednak takie miejsce w Piśmie św., które każe nam zatrzymać się nad wiarą Jana. Oto w siódmym rozdziale swojej Ewangelii św. Łukasz mówi, że Jan posłał do Jezusa dwóch swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? (Łk 7, 19). Czyżby to pytanie zdradzało słabą wiarę Jana Chrzciciela? Czyżby szukał jakiegoś potwierdzenia? Nie koniecznie, choć jako człowiek miał pełne prawo, by pytać, wątpić i szukać.
Każdy z nas ma prawo wątpić. Każdy z nas – poszukując swojej życiowej misji i odczytując życiowe powołanie – ma prawo nieustannie stawiać pytania o rzeczy zasadnicze. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że Jan dobrze wiedział, gdzie szukać odpowiedzi. Posłał uczniów do samego Jezusa, bo wiedział, że Jezus może dać odpowiedź na każdą wątpliwość.
Warto dziś o tym pamiętać. W świecie, który daje łatwe rozwiązania i gotowe recepty na wszystko, trzeba nieustannie zwracać się do Jezusa ze swoimi wątpliwościami. On sam jest odpowiedzią na wszystkie nasze pytania. Pytać to jednak nie wszystko. Trzeba jeszcze zatroszczyć się o klimat, który będzie sprzyjał usłyszeniu odpowiedzi. Pan Jezus zawsze mówi w ciszy ludzkiego serca. Ktoś, kto ucieka przed ciszą, nigdy Go nie usłyszy. Warto więc – za przykładem Jana Chrzciciela – wyjść na pustynię swojej codzienności, by tam, w ciszy i skupieniu, otworzyć się bardziej na głos wołającego Chrystusa.
dk. Piotr Recki SchP
Ojcze Piotrze, kiedyś mówił Ojciec o tym, że człowiek który jest autentycznym świadkiem Jezusa nigdy nie będzie doświadczał samotności, bo ludzie będą się do niego garnąć. Właśnie teraz w moim LO tego doświadczam. Koledzy przychodzą do mnie (jestem lektorem i ceremoniarzem) i rozmawiamy na bardzo poważne tematy. Mają do mnie zaufanie. Doświadczam teraz tego na własnej skórze.
OdpowiedzUsuń na zawszeNo i właśnie o to chodzi. Pewnie też zauważasz, że świadek nie ma łatwo w swojej codzienności...
OdpowiedzUsuń na zawszeOdwagi! I Jezus i Jan Chrzciciel i wielu, wielu innych mieli niesamowite trudności.
Ojcze Diakonie Piotrze, dziękuję za ten tekst. Widzę, jak bardzo Jan podobny jest do mnie. A może to ja do niego? Nie ważne... Tak czy inaczej dziękuję i czekam na kolejną refleksję. Może tym razem o Judaszu?
OdpowiedzUsuń na zawszePozdrawiam Ojca i całe WSD. Do zobaczenia wkrótce.